Pierwszy miesiąc medytacji - co się zmieniło?

Ponieważ w chwili założenia bloga medytuję już od kilku tygodni, chciałabym zrobić krótkie podsumowanie tego, co się w tym czasie wydarzyło. Większość tekstu z tego wpisu pochodzi z moich maili wysyłanych regularnie do mojej przyjaciółki.

Tydzień 1

Używam słowa "medytacja" w odniesieniu do usadowienia się wygodnie na kanapie/w fotelu/etc., zamknięcia oczu i próbie skoncentrowania się na własnym oddechu i odczuciach płynących z ciała. Nie mam absolutnie doświadczenia w tym temacie - próbowałam raptem kilka razy - ale zdecydowanie jest to coś, czemu chciałabym "dać szansę" - i zobaczyć jak (i czy w ogóle) działa w dłuższym okresie czasu.   

Spędzam na próbach medytacji nie więcej niż 3-5 minut dziennie.    

W jednym z tych pierwszych dni, gdy przyszłam do pracy, po raz pierwszy od wielu tygodni poczucie przytłoczenia ilością zadań nie wycisnęło mi łez z oczu. Nie wiem, czy to możliwe, że krótkie próby znalezienia spokoju tak szybko przyniosły pierwszy efekt, jednak uważam, że jest to warte odnotowania. 

Tygodnie 2-3

Chciałabym medytować codziennie, chociaż przez kilka minut. Udaje mi się znaleźć czas, natomiast jest to dla mnie trudne. Myśli uciekają. Ale mam w planie kontynuować, może ściągnę sobie dodatkowo jakąś pomocną aplikację na telefon, albo coś. Nie wiem, na ile tak było naprawdę, ale zamierzam wierzyć w to, że to dzięki tym kilku minutom dziennie udało i się parę razy zapanować nad emocjami w pracy w trudniejszych momentach. I będę medytować dalej licząc na to, że za parę tygodni stanę się rzeczywiście oazą spokoju i będę miała wszystko w absolutnym poważaniu ;) 
Bardzo, bardzo chcę znaleźć jakiś sposób na zapanowanie nad swoimi emocjami - i medytacja jest jedynym, jaki przychodzi mi do głowy.     

Przekroczenie ośmiu minut w nieudolnych próbach medytowania wydaje się być niemożliwe.

Jest okres świąteczno-noworoczny, więc z grubsza i tak jestem rozluźniona, jednak w te dni, kiedy medytuję, mam wrażenie że dłużej utrzymuję energię do działania (na przykład łatwiej mi skoncentrować się na trudnej książce wieczorem, przed zaśnięciem).

Tydzień 4-5

Zaczynam dobijać do 15 minut w moim medytowaniu (choć częściej jest to 12-13). Co fascynujące, przychodzę do pracy pełna energii i z większym poczuciem spokoju. Nie mogę powiedzieć, że to na 100% dzięki medytacji - bo przecież dopiero co były święta, więc odpoczęłam - jednak dawno nie czułam się w pracy i poza nią aż tak dobrze.
Jednak nawet jeśli wzrost energii to tylko efekt odpoczynku i/lub placebo, to widzę, że samo takie spędzenie kilku minut w spokoju po całym dniu pracy już "coś" daje - przede wszystkim zatrzymujesz się na chwilę i czujesz, jak ten dzień na Ciebie wpłynął. Takie jest przynajmniej moje odczucie - na przykład siadam, zamykam oczy... i nagle zaczynam czuć, jak bardzo jestem zgarbiona, i jak mi to przeszkadza! To jest akurat trochę niesamowite, bo gdybym nie usiadła na chwilę w spokoju, pewnie bym nie zauważyła swojej krzywej postawy i już w niej spędziła resztę dnia...

Co ciekawe - i znowu nie potrafię stwierdzić, czy jest to efekt medytacji, czy też całej tej aury świąteczno-noworocznej - w mojej głowie zaczęły pojawiać się setki pomysłów! Przypomniałam sobie o niegdysiejszych planach na przyszłość, wartych odkurzenia, a także wpadło mi do głowy kilka zupełnie nowych idei i rozwiązań. Mam wrażenie, że świat stoi przede mną otworem, tylko dlaczego mam tak mało czasu na zdobywanie wiedzy, na naukę i na nowe doświadczenia?

W każdy razie - jednym z pomysłów, które wpadły mi ostatnio do głowy, jest ten oto blog,  na którym zamierzam dzielić się moimi doświadczeniami związanymi z medytacją (a kolejnym - udział w kursie mindfulness, z którego wrażenia również chciałabym tutaj udokumentować)!

Trzymajcie kciuki, żeby to nie był słomiany zapał :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Co dalej?